Aktualności

Przegląd literacki: luty 2026

01.02.2026

To był poniedziałek 16 kwietnia 2018 roku. Dokładnie 2849 dni temu (albo 7 lat 9 miesięcy i 17 dni). Wszedł do biura Wrocławskiego Domu Literatury jak do siebie. Ciemne okulary, ciemny długi płaszcz i poważna, by nie powiedzieć sroga, mina. Zmierzając w kierunku swojego gabinetu (zmieniał go potem chyba trzykrotnie), dla żartu oznajmiał napotykanym osobom, że je zwalnia. Ten typ humoru towarzyszył mu praktycznie do ostatniego dnia pracy we Wrocławskim Domu Literatury, czyli do minionego piątku (niektóre i niektórzy z nas wciąż nie wiedzą, kiedy żartuje. Inni myślą, że żartuje, a on akurat jest śmiertelnie poważny 😉).

Fot. Rafał Komorowski | WDL

Irek Grin, dyrektor Wrocławskiego Domu Literatury. Nasz dyrektor. Gdy w ubiegłym roku poinformował nas (nieco później resztę potencjalnie zainteresowanych), że odchodzi, informację tę przyjęliśmy z niedowierzaniem, potem smutkiem i obawami o przyszłość. Bo wyobrazić sobie Wrocławski Dom Literatury bez dyrektora Grina jest nie sposób. W tym roku nasza instytucja będzie obchodzić dziesięciolecie istnienia, ale nie będzie dla nikogo ujmą, kiedy przyznamy, że to te niespełna osiem lat dyrektorowania Irka Grina było dla WDL-u okresem najlepszym. Teraz powinniśmy wytoczyć działa najcięższe i wystrzelić komplementami, pochwałami, rozpisując się, czego mogliśmy się dzięki współpracy z Irkiem Grinem nauczyć, w czym jest najlepszy, w czym bardzo dobry, a w czym przynajmniej solidny. Ale nie zrobimy tego – dyrektor nie lubi przesadzać z pochwałami, nauczył nas, że jak nie gani, to już jest bardzo dobrze. Pomni tych lekcji zachowamy milczenie.

No dobra, nie umiemy tak. Ale żeby nie było zbyt sentymentalnie: Irek Grin wsadził nas do rozpędzającej się kolejki i zabrał na przejażdżkę. Ekscytującą, pełną frajdy, ale też i wyzwań. Zakrętów nie brakowało, wielokrotnie oczyma duszy widzieliśmy już wykolejenie, ale gdzie tam, nie z takim maszynistą. Po tych 7 latach, 9 miesiącach i 17 dniach chyba każda i każdy z nas jest o wiele lepszy w tym, co robi w WDL-u i ogromna w tym zasługa Irka. To on nauczył nas mierzyć wysoko, to dzięki niemu nie boimy się wyzwań, w naszym słowniku nie ma zwrotu „nie da się”. Kierował Wrocławskim Domem Literatury w sposób autorski, ale nie autorytarny, włączając nas w rozmaite procesy decyzyjne. Na brak pomysłów Irek Grin narzekać nie może, oj nie, ale nigdy nie było tak, by ignorował pomysły zespołu. Zapewniał nam poczucie sprawczości i sensu wykonywanej przez nas pracy. Bardzo to doceniamy i dziękujemy!

I będziemy tęsknić, tak poważnie i bardzo. Ma szczęście, że nie odchodzi zbyt daleko.  Tego byśmy mu nie darowali.

Irku, czekamy w Prozie!